Richevon serum/ krem przeciwzmarszczkowy

Richevon serum/ krem przeciwzmarszczkowy

  Richevon

Richevon
to krem w postaci lekkiego serum. Szybko i łatwo aplikuje się na skórę. Chwilę po użyciu, pozostawia na sobie uczucie nawilżenia i ukojenia skóry. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu ani nie czyni żadnego dyskomfortu.

Zapach jest bardzo przyjemny dla nosa i przypomina mi tradycyjny krem nivea. Utrzymuje się na skórze przez jakiś czas po aplikacji, co w tym wypadku jest dla mnie plusem.
Serum używam już od jakiegoś czasu i zazwyczaj stosuje go w duecie z innymi kosmetykami. Często również stosuje go na noc w większej ilości, w postaci maseczki aby skóra została lepiej odżywiona.
Opakowanie kremu należy do takich jakie lubię, ułatwia aplikacje i zapewnia prawidłową higieniczność.

Pierwszymi zauważalnymi efektami użycia serum, jest ogólna poprawa wyglądu cery. Mogłabym powiedzieć, że skóra jest mniej zaczerwieniona a podrażnienia skórne szybciej się goją. Cera jest wyczuwalnie bardziej nawilżona i nieco bardziej gładsza. Niestety nie mogę do końca określić, czy krem działa przeciwzmarszczkowo. Przypuszczam jednak, że skład kremu jak i jego systematyczne stosowanie, może przyczynić się do takiego działania.

Skład kremu jest naprawdę przyzwoity. Znajdziemy w nim wiele ekstraktów roślinnych, między innymi : Ekstrakt z korzenia myszopłocha kolczastego, ekstrakt z euterokoku kolczastego, topoli czarnej. Wyciągi : z kwiatów lawendy, kwiatów gardenii tahitańskiej. Ponadto takie składniki jak : guaranę, lecytynę, witaminę B5, koenzym Q10, olejek eteryczny z drzewa różanego, różę damasceńską i inne ( pełen skład w linku poniżej)

Ogólnie jestem zadowolona z użycia serum. Polubiłam go zwłaszcza, za jego lekkość i zmniejszenie podrażnień skóry. Niestety kuracja kremem nie należy do nisko cenowej półki, można jednak kupić go nieco taniej w pakietach po kilka sztuk.
Moja ogólna ocena 5/6


  Richevon

Więcej informacji / Skład / Dostępność

Znowu w życiu mi nie wyszło....

Znowu w życiu mi nie wyszło....


Znowu w życiu mi nie wyszło...

Gdy piszę ten tekst, w tle leci znana piosenka Budki Suflera. Refren idealnie opisuje moje obecną sytuacje. Niedawno podjęte wyzwanie 100 dni bez słodyczy, nie udało się. Na szczęście w porównaniu do tekstów piosenki, mam szansę znów zacząć wszystko od nowa.

Problem tkwi we mnie, w mojej słabej woli. Po miesiącu słodycz-owego postu uległam pokusie. I tak oto już od dwóch tygodni, wróciłam na dawne tory słodyczomaniaczki.
Nakręcana ciągłym stresem, zdemotywowana i zdołowana swoim wyglądem brnę w ciągłe te samo koło.
Smutno mi to jem słodkie, a smutno mi bo mam nadwagę a mam nadwagę bo jem słodkie.
Niby wszystko wiem, niby wszystko oczywiste. Jednak bardzo ciężko mi ciężko walczyć z samą z sobą. Ludzie zdobywają niemożliwe szczyty, pokonują ciężkie choroby. Są w stanie zdobyć bardzo wiele... a ja mimo setek prób ciągle daje plamę.

Wybaczcie moi mili, za ten potok narzekania. Czasem już tak mam, że dopiero jak coś wyleje z siebie czuje się o wiele lepiej. Przez ostatnie dni, mój dołek osiągnął szczyt możliwości. I nie chodzi tutaj wyłącznie o moje postanowienie odnośnie słodyczy. Bycie matką dwójki córeczek w tym jednej nad aktywnej, daje się we znaki we znaki moim nerwom. Staram się jak mogę być dobrą mamą, cierpliwą i spokojną. Niestety nie zawsze wychodzi tak jakbym chciała. Niczego w życiu tak bardzo nie pragnę teraz jak być dobrą matką i żoną. Człowiek uczy się przez całe życie i wieżę w to że mi się to uda.

Czas spojrzeć prawdzie w oczy....

Muszę Wam się do czegoś przyznać - jestem mistrzynią w znajdowaniu wymówek. Z jednej strony chcę w końcu czuć się zdrową i zadbaną kobietą. Z drugiej strony potrafie znaleźć tyle wymówek, aby nic w tym kierunku nie robić. Chociażby teraz, zamiast wskoczyć na rowerek póki mam chwilę czasu - siedzę i piszę tego posta. Muszę w końcu nauczyć się znajdowac piorytety w życiu, dobrze zorganizować swój czas i zacząć działać. Pewno znów czeka mnie po drodze jakaś porażka, qle za każdym razem gdy upadnę podniosę się i będę walczyć dalej.

Trzymajcie za mnie kciuki !

Uoga Uoga, Pomadka Passionate Strawberry,

Uoga Uoga, Pomadka Passionate Strawberry,

Uoga Uoga, Pomadka Passionate Strawberry,


Uoga Uoga, Pomadka Passionate Strawberry, w kolorze 616 jest świetną propozycją na jesień. Jest to kolor nieco ceglasty z ciepłym odcieniem. Nie jest to kolor krzykliwy, lecz taki który podkreśla naturalny kolor ust . Na ustach prezentuje się bardzo ładnie, stanowi coś pomiędzy matową a błyszczącą pomadką.

Konsystencja pomadki jest kremowa i aksamitna, łatwo aplikuje się na ustach. Wszystko to zawdzięcza naturalnemu składowi wśród którego znajdziemy : wosk pszczeli, olejki - malinowy, makadamia i arganowy. Ponadto ekstrakt z owoców truskawki.
Po aplikacji na ustach, pozostawia je miękkie i przyjemne w dotyku. Nie zauważyłam by podkreślała suche skórki na ustach. Może się za to nieco rozmazywać, dlatego radzę odcisnąć pomalowane usta na chusteczce.

Uoga Uoga, Pomadka Passionate Strawberry,
Kolor utrzymuje się na ustach około 5-7 godzin, wszystko jest zależne od tego co robimy. Po tym czasie schodzi równomiernie z ust. Pomadka wyjątkowo mi się spodobała i z chęcią sięgam po nią teraz jesienią, kiedy usta wymagają szczególnej pielęgnacji.
Na uwagę zasługuje opakowanie kosmetyku, kartonik prezentuje się niezwykle uroczo. Sama pomadka umieszczona jest w plastikowym sztyfcie, który wygląda na dobry jakościowo.
Pomadka obecnie zastępuje mi zarówno szminkę jak i zwykłą bezbarwną pomadkę. Zazwyczaj stosuje oba produkty, aby zapewnić ustom zarówno odżywienia jak i nieco koloru.
Moja ogólna ocena : 5/6

Uoga Uoga, Pomadka Passionate Strawberry,

 Porady blogerek - Jak dbać o usta jesienią

Porady blogerek - Jak dbać o usta jesienią


Hej Wszystkim,

Dziś chciałam Was serdecznie zaprosić na nowy cykl postów ,,Porady blogerek". Do tworzenia tych wpisów zaprosiłam znane i lubiane blogerki. Razem będziemy się dzielili z Wami poradami na różne tematy. Mam nadzieję, że znajdziecie w nich dużo inspiracji.

Dziś na dobry początek, poruszamy temat  ,,Jak dbać o usta jesienią". Jesień, to czas kiedy nasza skóra wymaga szczególnej pielęgnacji. Warto nie zapominać o ustach, które są atutem każdej kobiety. Jak o nie dbać ? Tym sekretem podzielą się z Wami blogerki.....


Co kręci AnulęU mnie najlepiej sprawdza się regularny, wieczorny peeling ust. Możecie użyć gotowego produktu albo np. oleju kokosowego wymieszanego z cukrem lub lekko skrystalizowanego miodu. Peelingujący masaż wieńczy nałożenie grubszej niż zwykle warstwy pomadki ochronnej bądź naturalnego masła (polecam masło kakaowe o przepięknym zapachu czekolady i silnych właściwościach odżywczo – regeneracyjnych).
Taki wieczorny rytuał szybko niweluje problem z suchymi skórkami sterczącymi z warg a także wpływa na lepsze ukrwienie - usta mają bardziej wyrazisty kolor, wydają się pełniejsze.



https://www.wblaskumarzen.pl/Usta pielęgnuję nie mniej niż inne części swojej twarzy. Nie zapominam o pielęgnujących usta balsamach czy pomadkach, zwracając przy tym uwagę na ich skład. Nie zapominam o peelingach, które zazwyczaj wykonuję samodzielnie na przykład ze trzcinowego cukru i olejków. Ponieważ moje usta mają skłonność do wysuszenia, unikam matujących pomadek, ale też nie wykluczam ich całkowicie z mojego makijażu. Po prostu używając takiej pomadki kładę większy nacisk na ich nawilżenie. Bardzo ważna jest też dla mnie skóra wokół ust, na której lubią powstawać zmarszczki. Ona także wymaga odpowiedniej pielęgnacji.


http://www.drzemiace-piekno.pl/

Zimne miesiące są ciężkim okresem dla naszych ust, ale przecież nie musi tak być. Nie trzeba wydawać kroci na kosmetyki o takim przeznaczeniu. Moim sposobem jest regularny peeling np. domowy cukier, kawa bądź fusy po zaparzeniu w połączeniu z olejem, który akurat mam w domu. Wieczorna grubsza warstwa oleju kokosowego bądź zwykłego miodu zapewni im świetne nawilżenie oraz regenerację. Do tego codzienne korzystanie z bogatych w masła oraz oleje pomadek ochronnych i moje usta są gotowe na każdą pogodę :).






http://chbelleap.blogspot.com/
Jesienią, podczas zmian pogody, usta narażone są na przeróżne czynniki zewnętrzne, ich cieniutka skóra, potrzebuje dobrej pielęgnacji, by były nawilżone i zdrowe. U mnie w temacie pielęgnacji ust, pomadka ochronna, to must have, mam ją zawsze przy sobie. Jesienią lubię pomadki ochronne, ale też peelingujace usta, wówczas są one odżywione i gładkie. Stawiam oczywiście na naturalne pomadki, free cruelty, zawierające roślinne oleje i ekstrakty, które natłuszczają i odżywiają moje usta, nadając im naturalny połysk, zapobiegając ich pękaniu. Cukier wymieszany z olejem z nasion dyni, to mój peelingowy sekret zdrowych ust jesienią!



https://karodos.pl/Gładkie i zadbane usta przyciągają spojrzenie płci męskiej. A jeśli jeszcze są pomalowane kolorową pomadką czy błyszczykiem, stajemy się wówczas piękniejsze, bardziej wyraziste. Jesienne chłody nie sprzyjają naszym ustom. Pod wpływem zimnego powietrza oraz wiatru usta bardzo łatwo ulegają przesuszeniu.Nawet najładniejsza pomadka będzie źle się prezentować na ustach, jeśli będą one spierzchnięte i przesuszone. Pamiętajmy, że usta nie zawierają gruczołów łojowych, stąd konieczność ich stałego nawilżania. Najlepiej po każdym jedzeniu, piciu, myciu zębów czy przed wyjściem na dwóch jest posmarować usta ochronną pomadką w sztyfcie lub tłustym kremem. Świetnie się też sprawdza miód, wazelina kosmetyczna czy maść ochronna z witaminą A.


Jesienią czasem zdarza mi się złapać opryszczkę, potocznie zwaną zimnem. Pojawia się na ustach w postaci bolących i nieestetycznie wyglądających pęcherzyków. Gdy jeszcze jej nie widać, a skóra wokół ust szczypie i swędzi - używam olejku z drzewa herbacianego. Dobrym rozwiązaniem jest również okład z czosnku, który jak i olejek ma działanie bakteriobójcze. Gdy domowe sposoby zawiodą, kupuje w aptece maść z cynkiem w składzie. Najlepiej jednak zapobiegać i cały rok dbać o dobrą odporność.






 Wpis napisany przez :
Ania - Cherry Belle
Helen - Karodos
Marzena - Naturalnie, że Piękna

Nowości z serii Asta C+ od Ava Laboratorium

Nowości z serii Asta C+ od Ava Laboratorium

Asta C+ od Ava Laboratorium

Hej Wszystkim,
W dzisiejszym wpisie co nieco o nowej serii kosmetyków marki Ava Laboratorium Asta C+.
Seria kosmetyków bazuje na Astaksantynie, czyli najsilniejszym antyoksydancie.
Astaksantyna dobrze wnika w warstwę rogową naskórka, przyspiesza jego odnowę, normalizuje go, przez co wzmacnia jego funkcje ochronne i zmniejsza utratę wody. Przyczynia się także do stymulacji produkcji kolagenu i elastyny. Przeciwdziała fotostarzeniu, poprawia koloryt, wygładza, zapobiega mikrouszkodzeniom skóry. Pozostawia skórę wyglądającą na zdrowszą i bardziej wypoczętą. 
Brzmi zachęcająco prawda ? Przyznam, że z tym składnikiem spotkałam się po raz pierwszy i bardzo chciałam przekonać się czy faktycznie jest taki skuteczny.
Cała seria kosmetyków posiada taki sam zapach i przyznam, że jestem nim oczarowana. Pachnie świeżo wyciśniętym sokiem z słodkiej pomarańczy. Ten zapach jest cudowny ! I świetnie trafił w moje gusta, zwłaszcza jak na jesienną już porę roku. Kosmetyki posiadają również charakterystyczne zabarwienie, nie powoduje ono jednak zabarwienia skóry.

Asta C + Natychmiastowy lifting

Asta C + Natychmiastowy lifting

Krem zawarty jest w szklanym poręcznym słoiczku. Posiada lekką i aksamitna konsystencje. Rozprowadza się na skórze szybko, delikatnie ją natłuszczając. Kosmetyk ma bardzo dobrą wydajność i już niewielka jego ilość wystarcza aby użyć go na całą twarz.
Mogę śmiało stwierdzić, że tak krem daje efekt natychmiastowego liftingu. Skóra zaraz po użyciu jest bardziej napięta i sprężysta.  Wyczuwalnie jest gładsza i milsza w dotyku. Wizualnie prezentuje się zdrowiej, jej koloryt zostaje wyrównany. Krem pozostawia na skórze lekki film i skóra może się nieco świecić, w moim odczuciu nie stanowi to jednak problemu.
Kosmetyk można stosować śmiało pod podkład lub puder, nie koliduje on z makijażem na twarzy.
Z składników aktywnych w kremie znajdziemy oleje: słonecznikowy, sojowy, z marchwi. Ekstrakty z : alg oraz alg czerwonych, tamaryndowca indyjskiego, koniczyny łąkowej,  marchwi zwyczajnej. Ponadto wspomnianą już wyżej  astaksantynye oraz witaminę C. Przyznam, że ten krem stał się dla mnie hitem jak na taką porę roku.
Moja ogólna ocena 6/6

Skład/ dostępność / cena -  tutaj


Asta C + Komórkowe odmłodzenie

 

Asta C + Komórkowe odmłodzenie

Serum zawarte jest w wygodnej buteleczce z pipetą ułatwiającą aplikacje. Konsystencje ma wodną i nieco żelową. Wchłania się w skórę szybko, pozostawiając skórę z początku nieco lepką. Po całkowitym wchłonięciu w skórę, efekt ten mija. Skóra jest bardziej promienna i zdrowsza w dotyku. Dla lepszych efektów, można go śmiało używać wraz z kremem tej serii. Dodaje go również do domowych maseczek w celu zwiększenia ich pozytywnego działania. Kosmetyk jest wydajny i starczy na co najmniej miesiąc codziennego stosowania.
W składzie znajdziemy podobne składniki aktywne takie jak : Astaksantynie, ekstrakt z tamaryndowca indyjskiego, ekstrakt z alg, uwodorniony olej rycynowy, glicerynę, witaminę C.
Moja ogólna ocena 5/6

Skład/ dostępność / cena -  tutaj 


Asta C+ Skuteczna regeneracja

Krem pod również jest zawarty w szklanym słoiczku, jego pojemność jest jednak mniejsza. Konsystencje ma nieco bardziej gęstą od kremu z tej serii. Aplikuje się na skórę szybko, tworząc na skórze ochronną warstwę. Nie powoduje podrażnienia oczu ani ich łzawienia.  W sposób wyczuwalny poprawia jędrność skóry pod oczami, jest ona znacznie mniej cienka. Efektami dłuższego użycia jest znaczna poprawa odżywienia skóry, zmniejszenie cieni pod oczami. Przyznam, że jako jeden z niewielu kremów ,,robi coś pod oczami". Działanie kremu jest widoczne i wyczuwalne. Jest to skuteczny krem, na którego efekty nie trzeba czekać długo. Mogę polecić ten krem osobą które szukają odżywienia skóry jak i zmniejszeniu cieni pod oczami.
W składzie znajdziemy składniki aktywne podobne jak w pozostałych kosmetyków tej serii. Znajdziemy tutaj między innymi : astaksantynę, witaminę C, olej z słodkich migdałków, olej awokado, oleje roślinne. Ekstrakty z alg tamaryndowca indyjskiego.
Moja ogólna ocena 5/6

Skład/ dostępność / cena -  tutaj 

A czy Wy słyszeliście już o astaksantynie w kosmetykach ?
Copyright © 2016 Naturalnie, że Piękna , Blogger