Mama wraca do formy #2 - To nie tak jak myślisz kotku

To nie tak jak myślisz kotku

Podsumowanie miesiąca starań
Przyszedł czas podsumować moich zmagać powrotu do formy z przed ciąży. Niestety ten miesiąc okazał się totalną klapą. Pełna zapału i energii do pracy nad sobą już na samym początku miesiąca musiałam się wyhamować. Powróciła anemia której nabawiłam się w ciąży, przez co musiałam na siebie bardziej uważać. Karmiąc piersią najważniejsze bym miała na to siły i czuła się dobrze. Zawroty głowy i ogólnie osłabienie totalnie zniechęciły mnie do ćwiczeń. Po około dwóch tygodniach czasu kiedy to w końcu poczułam się lepiej, jak na złość dopadły mnie znowu bóle pleców. Niestety, aż wstyd się przyznać żeby młoda osoba miała już z tym problemy. Zawieje mi plecy cz też trochę się nadźwigam i już... ból rwy kulszowej gwarantowany. Kto z was zna co to znaczy, wie że to nic przyjemnego. Z całego planu powrotu do formy nic nie wypaliło. Jednak mimo to nie poddaje się i powolutku znacznie wolniej niż myślałam będę walczyć o swoje zdrowie. Dieta była całkiem w porządku, pilnuje się żeby jeść jak należy i jak najbardziej zdrowo. Muszę bardziej pilnować ilości wypijanych płynów i starć się ciągle ograniczyć słodycze. Jedyną systematyczną aktywnością były u mnie spacerki z małą. Uwielbiam je i na pewno z nich nie zrezygnuje. Udało mi się kilka razy również poćwiczyć na rowerku stacjonarnym, oczywiście bez żadnych szaleństw.

Zmieniłam pikotyty i zasady ,,gry"

Jeszcze w zeszłym miesiącu sądziłam, że utrata 17 kilo będzie banalna. Chciałam schudnąć do 50 kilo, ciągle się dziwie czemu obrałam sobie taki trudny cel. Ostatnio tyle ważyłam 10 lat temu, aż trudno uwierzyć że to taki szmat czasu ! Wtedy byłam jeszcze nastolatką i nie miałam żadnych kształtów. Teraz moja sylwetka wygląda znacznie inaczej a ja mimo tego że mam brzuszek i tu i ówdzie nadmiaru - kocham siebie ! Wiem, że nie jest to spowodowane moim lenistwem. Moje obecne kształty są konsekwencją czegoś cudownego ! Zostałam mamą i mam najwspanialszą córeczkę na świecie ! Jednak kochać siebie nie oznacza pójść w samopas i nie dbać o siebie. Wręcz przeciwnie, chcę dla siebie jak najlepiej. Będę troszczyć się i dbać o swoje ciało jak o kogoś bardzo ważnego. Dlatego kilogramy nie są dla mnie głównym wyznacznikiem powrotu do formy. Bardziej miarodajne są centymetry ( jednak je zachowam dla siebie dopóki nie będzie się czym chwalić ) Waga waha mi się nawet o 0,5-1 kilo w ciągu dnia i tak naprawdę nie koniecznie musi pokazywać jakiś postęp. 
Uświadomiłam sobie że nie chcę być szczupła, chcę być przede wszystkim zdrowa. Coraz bardziej podoba mi się obraz kobiety trochę umięśnionej, z kobiecymi kształtami i do niego chcę dążyć. Ale przede wszystkim chcę : pozbyć się bólów kręgosłupa, być bardziej gibka, czuć się w swoim ciele jak młody człowiek a nie jak emerytka ! Niestety obecnie tak się czuję i pomyśleć co będzie ze mną na starość jak nie węzę się za siebie. 
Postanowiłam raz w tygodniu chodzić do klubu fitness na chociaż godzinkę. Potrzebuję tego i to bardzo ! Wyjść do innych ludzi, nawiązać jakieś nowe kontakty. Przydało by się po prawie 5 latach mieszkania w nowej miejscowości, mieć tu na miejscu jakąś dobrą koleżankę. Niestety łatwiej nawiązywało mi się znajomości w ,,piaskownicy" teraz głupia boję się wszystkiego. Pora to zmienić! 
 
Problemy z komentowaniem ? 
Zostaw komentarz na FB lub Google +
Copyright © 2016 Naturalnie Piękna , Blogger