Marlett Bio Cosmetics - Czyli co nieco o maseczkach z Błękitną Glinka Kambryjską


 Na rynek wyszły maseczki polskiej firmy MarlettBio Cosmetics. 
Dziś chciałam się z wami podzielić wrażeniami odnośnie stosowania niektórych maseczek z 7 dostępnych w sklepach.


Ogólnie o maseczkach
Każda z maseczek zawiera 2x10 gram maski. Ilość jednorazowej saszetki jest duża i bezproblemowo starczy na aplikację na całą twarz oraz szyję.
Wszystkie maseczki aplikuje się łatwo i prosto. Nie trzeba nic dodawać, wystarczy nałożyć gotową maseczkę na twarz. Nie zauważyłam żadnej różnicy podczas nakładania maseczek. Żadna nie wywołała u mnie podrażnień ani nie szczypała podczas nakładania. Każda ma konsystencję średnio gęstą, kolor maski jest bardziej zbliżony do zieleni wymieszanej z błotem. Wszystkie maseczki sprawiają, że cera jest bardziej zmatowiona i widocznie odżywiona.
Minimalne różnicę dostrzegłam natomiast innych efektach jakie wywołują. Zawierają również nieco inny skład. Wszystkie bazują na Błękitnej Glince Kambryjskiej o której ciekawostkach możecie przeczytać poniżej.



Składy glinek są dosyć długie, znajdziemy w nim substancję które zespalają kosmetyk w całość czy też zapobiegają wysuszeniu glinki. Maseczki są zgłoszone do Krajowego System Informowania o Kosmetykach. Nie są również testowane na zwierzętach. Zostały przebadane szeregiem badań dermatologicznych zapewniając bezpieczeństwo użycia. Nie mogę się jednak zgodzić, że maseczki są w 100% naturalne, bazują natomiast na naturalnej Błękitnej Glince Kambryjskiej.
Cieszy mnie natomiast, że Marlett Bio Cosmetics to Polska firma. Osobiście jestem, za wspieraniem naszych krajowych firm. Wybierając Polskie produkty, wiem że wybieram dobrze nie tylko dla siebie ale i dla nas wszystkich.

Maseczka rozświetlająca
Ta maseczka najbardziej przypadła mi do gustu. Użycie jej daje widoczne i natychmiastowe efekty. Skóra jest widocznie rozświetlona i wygląda na zdrowszą i bardziej promienną. Jest wyczuwalnie nawilżona, miękka i delikatna w dotyku.
Myślę, że bardzo dobrze spiszę się przed wyjściem na specjalne okazje.


Maseczka przeciwtrądzikowa
Po użyciu tej maseczki mogę powiedzieć,że ta najlepiej łagodzi podrażnienia. Niestety od czasu do czasu miewam coś w rodzaju uczulenia wokół ust ( skóra jest nadmiernie przesuszona i szczypie).
Użycie tej maseczki jednorazowo widocznie zmniejszyło suchość skóry i sprawiło, że mniej piekła.
Kolejnym plusem tej maseczki jest to, że działa tonizująco.






Maseczka przeciwtrądzikowa męska 
Maseczki używałam ja ( niestety nie udało mi się żadnego mężczyzny namówić do zastosowania) Przyznam szczerzę, że śmiało może jej używać każdy. Efekt użycia maseczki jest zupełnie inny od zwykłej maski przeciwtrądzikowej. Po użyciu tej maseczki czuję, że moja skóra nie tylko jest oczyszczona ale i pobudzona. Również i tutaj skóra nabiera ładniejszego blasku i wygląda na bardziej odżywioną.

Przegląd peelingów :) Może i ty znajdziesz coś dla siebie ?




  1. Lilla Mai, Peeling do twarzy z solą z Morza Martwego i olejkiem arganowym ( 28 zł )
  2. Jaśminowy scrub do ciała - yogini  ( 31 zł )
  3. Cukrowy peeling mleko z miodem ( 32,90 zł )
  4. Korana Seria Egipt - Peeling piasek Egipt ( 20,50 zł )
  5. Naturalny peeling do ciała z masłem shea Róża  Japońska I Geranium Orientana ( 39 zł )
  6. Scrub solny z oliwą z oliwek ( 43 zł )
  7. Peeling WAKE UP! z zieloną herbatą, ciecierzycą, miodem i olejkami ( 24,99 zł 
    1. Tutti Frutti, Wiśnia&Porzeczka, peeling do ciała, cukrowy ( 15,49 zł )
    2. AVA, ECO Garden, Certyfikowany organiczny peeling i maska 2 w 1 z ryżem i ekstraktem z ogórka ( 26,29 zł )
    3. Wellness&Beauty, peeling do ciała, masło shea i olejek migdałow (12,99 zł )
    4. Tołpa, botanic, regenerujący peeling-masaż do ciała, czarna róża ( 36,99 zł )
    5. Perfecta, Spa, peeling cukrowy do ciała, Pina Colada ( 15,99 zł )



    1. Złuszczający scrub Swedish Spa ( 24,90 zł ) 
    2. Oczyszczająco-ujędrniający peeling do ciała Avon ( 33 zł )
    3. Rozgrzewający Scrub / Peeling Cukrowy ( 79 zł )
    4. Kremowy Oczyszczający Peeling do Ciała "Summer Fruit Ice Cream" ( 33,90 zł )
    5. Peeling do Ciała Kawa Joanna ( 5 zł )
    6. Peeling do ciała Truskawka ( 39,90 zł )

Świeczka do Ciała z masłem shea i olejkiem kokosowy Nacomi

Już sama nazwa tego kosmetyku budzi zainteresowanie. Jak to świeczka do ciała ? Co w niej takiego wyjątkowego poza tym, że służy nie tylko jako kosmetyk ?

W pierwszej kolejności, rzuca się opakowanie. Świeczka do ciała umieszczona jest w metalowym pojemniczku, trwałym który z pewnością przyda się na przechowanie skarbów po zużyciu. W dodatku sprawia, że kosmetyk bardzo fajnie się prezentuje sam w sobie.

Skład świeczki, jest godny uwagi :
Jest prosty i nieskomplikowany, bogaty w oleje które pielęgnują ciało. Posiada aż 96% naturalnych składników !

Producent zaleca zapalić świeczkę podczas kąpieli, a rozpuszczone oleje wetrzeć w skórę.
Świeczka sama w sobie, pachnie słabo i dla mnie jest mało wyczuwalna. 
Myślę, jednak że nie o to chodzi żeby sama świeczka pachniała. Ciepłe oleje inaczej wsmarowuje się w skórę, jest to znacznie przyjemniejsze a zapach perfum jest bardzo intensywny. Czuję się odrobinę luksusu stosując świeczkę do ciała wedle instrukcji.

Doskonale spisuje się również, jako zwykłe masło do ciała. Bez problemu rozpuszcza się w dłoniach i łatwo się rozsmarowuje na skórze. Masło czy to ciepłe, czy zimne bardzo fajnie działa podczas masażu. Łatwo można zaaplikować odpowiednią ilość, masuje się znacznie łatwiej niż bez użycia niczego. Zapach ulatnia się przez cały czas, dając przyjemność nie tylko osobie która jest masowana ale i masującej. 

 

Świeczka nawilża ciało, poprawiając jej wygląd już po pierwszym użyciu. Najlepszą rzeczą w tym kosmetyku jest zapach - słodki i pobudzający zarazem. Bardzo lubię użyć masła po wieczornej kąpieli na ciepło. Stanowi to dla mnie relaks, po męczącym dniu.
Wydajność kosmetyku jest duża, masło same w sobie jest bardzo gęste przez co ilość potrzebna do użycia jest niewielka. Jak już wspomniałam ta świeczka stanowi oryginalny prezent nie tylko dla bliskiej osoby ale i dla nas samych. Chociaż przyznam, że szkoda żeby tak fajne składniki ulotniły się podczas palenia. Dlatego, wolę używać świeczki jako masła do ciała gdyż tu o wiele więcej zdziała.

Podsumowanie :
  • Piękny zapach ( jako kosmetyk )
  • Jako świeczka pachnie za słabo
  • Świetny skład prosty i naturalny
  • Dobrze nawilża i pielęgnuje ciało już od pierwszego użycia
  • Wydajne
  • Stanowi fajny pomysł na prezent
  • Cena - 34 zł


Dostępność TUTAJ

Recenzja zestawu Frequent Flyer Everyday Minerals


Cały zestaw znajduje się w woreczku materiałowym z logo firmy.
A znajdziemy w nim - 5 cieni w sztyftach i 2 róże do policzków.
 

Chamomile – Kolor jasno-waniliowy. W zależności od światła jest bardziej biały lub bardziej jasno-beżowy. Posiada w sobie mnóstwo złotych drobinek. Szybko się rozciera, pozostawiając delikatnie jasną powiekę z naciskiem na błyszczące drobinki.
Autumn Afternoon – Kolor jasnego brązu. Światło sprawia, że kolor wpada w bardziej ciepłe lub zimne odcienie koloru. Zawiera w sobie pełno złotych błyszczących drobinek. Intensywność samego koloru jest słaba, widoczne są natomiast bardzo błyszczące drobinki.
Sunset Voyage - Kolor kawy z mlekiem. Natężenie światła sprawia, że kolor jest bardziej cielisty lub bardziej jasno beżowy. Ten kolor również zawiera w sobie mnóstwo złotych małych drobinek.
 Baby Bath – Kolor zbliżony do écru. Posiada w sobie wiele połyskujących złotych drobinek. Po delikatnym roztarciu staje się niemal niewidoczny. Jest odcieniem bardziej zimnym w porównaniu do Sunset Voyage.
Casual Friday – Kolor ciemnofioletowy. Jako jedyny z cieni nie posiada w sobie złotych drobinek. Jest matowy a jego intensywność jest większa w porównaniu do pozostałych.

Game show – Kolor pąsowego różu. Róż jest matowy z dosyć dobrą intensywnością koloru.
Dvr Saturday – Kolor zgaszonego i zimnego różu. Jest bardzo błyszczący, posiada bardzo dużo srebrnych małych drobinek mocno odbijających światło.


Cienie do powiek




Każdy z cieni zwarty jest w sztywnie z kulką. Stanowi to wygodną formę nakładania cieni do powiek, wymaga jednak roztarcia lub poprawienia cienia pędzelkiem. Cienie ,,wysypują” się raz w większej ilości raz w mniejszej. Samym sztyftem bardzo trudno jest zrobić precyzyjny i dokładny makijaż oka. Również w połączeniu różnych kolorów razem, używając samych sztyftów nie osiągniemy dobrego efektu. 

Sam pomysł sztyftów jest bardzo fajny i dla mnie stanowi bardzo dobre rozwiązanie. Cienie nakładam zazwyczaj pojedynczo, później je delikatnie rozcieram by uniknąć nierówności w kolorze.
Dużym plusem jest to, że cienie nie sypią się tak jak w przypadku gdy są w standardowym opakowaniu, tutaj nie muszę się bać, że się wysypią. Wydajność jak do tej pory jest dla mnie bardzo zadowalająca. Nie ma potrzeby używania dużej ilości cienia by dobrze zrobić makijaż oka.

Kolorystyka cieni jest różnoraka, inaczej prezentują się w słoiczku, inaczej w dużej ilości a jeszcze inaczej po delikatnym roztarciu. Kolory są bardzo delikatne, bardzo słabo widoczne – są idealne jako cienie do makijażu dziennego. Mimo delikatności, dodają tego błysku w oku dodając delikatnego i nienachalnego wyglądu. ( Niestety mój aparat nie zdołał uchwycić cieni na powiece – mam nadzieję że już niedługo zdołam pokazać wam przykładowe makijaże)

Myślę, że cienie stanowią dobry start w makijażu. Nie są one zbyt mocne ( przez co nie są widoczne nierówności w makijażu) Są delikatne a zarazem widocznie dodają uroku.
Przy noszeniu soczewek nie zauważyłam, by przeszkadzały mimo sypkiej struktury.
Trwałość i intensywność cieni jest średnia, cienie rozmazują się po kilku godzinach. Jednak nie do końca, przy rannym makijażu wieczorem widać, że zostały na powiekach jeszcze ślady cienia.
Przypuszczam, że przy użyciu bazy intensywność i trwałość cieni będzie znacznie większa.


Róże do policzków

Dopiero rozpoczynam moją przygodę z różami. Moimi pierwszymi spostrzeżeniami jest to, że używając ich mój makijaż nabrał bardziej promiennego i dziewczęcego wyglądu. Lepiej nakładać je delikatnie i warstwowo. Zbyt duża ilość, ciężko się rozciera pozostawiając ,,różowe lica” jak u lalki. W ilości mniejszej, ładnie podkreślają kości policzkowe. Róż Game show stanowi dobre wykończenie makijażu na co dzień, natomiast Dvr Saturday jest bardziej odważy i nie do końca w moim stylu. Myślę, że spodoba się osobą którym zależy na rozświetleniu makijażu. Wygodnie ich się używa, nie wysypuje się w dużej ilości a ilość potrzebna do makijażu jest minimalna.


Szminka Romantic Rose Lili Lolo



Szminka Romantic Rose Lili Lolo ma kolor jasnego rubinowego różu z lekkimi drobinkami odbijającymi światło.
W zależności od światła, kolor zmienia się niewiele o 1-2 tony.
W moim odczuciu nie jest to intensywny kolor, dla mnie stanowi idealny kolor szminki na co dzień i od święta.

W makijażu widać, że usta są pomalowane. Kolor jednak nie jest nachalny lecz subtelny i jak jej nazwa mówi ,,romantyczny”. Na ustach tworzy warstwę, wyróżniającą się znacznie od koloru ust.
Z bliska widać, że szminka trochę się roluje – efektu tego możemy uniknąć odbijając nadmiar szminki na chusteczkę lub stosując bezbarwną pomadkę jako podkład pod szminkę.
Szminka się nie rozmazuje ( chyba, że przy pocałunkach) Nie posiada zapachu ani smaku.
Dobrze nawilża i pielęgnuje usta, jednak jak to szminka nie jest to jej głównym zadaniem.

Ważne, dla mnie jest trwałość koloru – po kilku próbach nałożenia szminki zauważyłam, że kolor bez rozmazywania utrzymuje się na ustach do 4 godzin. Łatwo się odbija i pozostaje na innych powierzchniach (szklanki, kubki) Po tym czasie kolor stopniowo znika z ust, pozostawiając resztki już nie tak intensywnego koloru znacznie dłużej.

Szminka ma swoją cenę ( 48.90zł ) Ciężko mi określić czy warta jest swojej ceny gdyż nie mam porównania z innymi szminkami tego typu. Osobiście jestem z niej zadowolona, kolor mnie urzekł. Czuję się z z nim bardziej kobieco i tajemniczo. Trwałość sprostała moim oczekiwaniom jednak ze względu na cenę stanowi dla mnie dodatek na wyjątkowe okazje.

Olejek kokosowy nierafinowany od Nacomi

Olejek kokosowy - Jeden z najbardziej znanych olejków w pielęgnacji urody.
Czy warto poznać jego działanie na sobie ? Zapraszam do recenzji 



Opakowanie :
100 gram w plastikowym słoiczku, z podwójnym wieczkiem 

Zapach :
W porównaniu do rafinowanego olejku ten pięknie pachnie prawdziwym kokosem. Zapach jest bardzo apatyczny i przyjemny dla nosa. Po nałożeniu na suche włosy, zapach ulatnia się po około godziny czasu.

Konsystencja i wydajność
W zależności od temperatury olejek kokosowy przybiera stan zbliżony do konsystencji masła, lub zupełnie płynny. W styczności z ciepłem, zawsze szybko się rozpuszcza. W moim wypadku, wydajność jest zadowalająca. Wystarczy tylko łyżka olejku by nałożyć go i na włosy i na buzię.

Użytkowanie i działanie :
Olejek jest zdecydowanie inny od wersji rafinowanej. Mogłabym śmiało powiedzieć, że w działaniu jest znacznie lepszy, nie podlega przecież rafinacji a jak wiadomo ta zmienia skład olejku.

Na włosach :
Używam olejku przed myciem, nakładam około łyżeczki na włosy poniżej ucha. Po myciu, niewielką ilość rozcieram na dłoni i nakładam delikatnie na całą długość włosów.
Co zauważyłam używając olejku na włosach ?

  • Włosy ładnie błyszczą
  • Są nawilżone
  • Są bardziej zwarte i sprężyste
  • Końcówki nie rozdwajają się
  • Włosy są bardziej odżywione
  • Zmywanie olejku z włosów jest znacznie łatwiejsze ( niż olejku KTC)
Na twarzy :
Olejku używam tylko w formie olejowej maski na twarz. Niewielką ilość rozsmarowuje i po około 15 minutach zmywam, najlepiej z zastosowaniem pilingu twarzy.
Tak jak prawie każdy olejek ten niestety też zatyka pory w zbyt dużej ilości. Dlatego zalecam stosowanie go z umiarem.
Jakie efekty zauważyłam używając olejku na twarzy :

  • Skóra jest bardzo nawilżona
  • Znikają suche skórki
  • Niemiłe niespodzianki szybciej się goją
  • Przy dłuższym używaniu, cera wygląda na zdrowszą i bardziej promienną

Olej kokosowy nierafinowany
Dlaczego warto spróbować olejku w wersji nierafinowanej ?
  • Pachnie pięknie kokosem
  • Znacznie lepiej odżywia skórę i włosy
  • Poprawia wygląd skóry
  • Jest uniwersalny zarówno w kosmetyce jak i w kuchni
  • Jest bogaty w nasycone i nienasycone kawasy tłuszczowe
  • Daje dużo możliwości : można stosować go samodzielnie, jak i dodatek do kosmetyków
Dostępność i cena
18,50 / 100gram  
http://www.maroko.skarby-swiata.com.pl

 







Stop hejterom - Kim są hejterzy ? Jak pozbyć się hejterów ?





Długo myślałam nad tym, żeby poruszyć ten temat na blogu. Temat, który w jakimś stopniu dotyczy nasz wszystkich. Na co dzień spotykam się z niemiłymi treściami komentarzy na blogach czy to na stronach którego autorem jest znany ,,anonim”. Nie raz i ja dostawałam na blogu komentarze po których dużo płakałam czytając podłe słowa o mnie.
Hejt coraz bardziej się szerzy, coraz bardziej psuje wizerunek sieci. Coraz bardziej wpływa na ludzi powodując nieraz głęboką depresję z której nie zdołają się podnieść. Spójrzmy przykładowo na znane gwiazdy, które są wręcz oblewane całym tych chamstwem i nienawiścią bo mają lepiej od nich – ale czy na pewno ?
Kultura i sposób wyrażania się znika, pojawia się nieład i bałagan. Czytając niektóre komentarze długo zastanawiam się – kto to napisał i jaki miał cel ?

Mogę przypuszczać, że większość osób pisząc takie słowa myśli, że są bezkarni. Że nie da się się określić ich tożsamość. Teraz wystarczy ciut lepiej znać się na komputerze i z łatwością można określić tożsamość takiej osoby nawet jeśli określi siebie mianem anonima.

Hejt hejtowi nie równy. Nie wszystkie niemiłe słowa są hejtem. Czasem jest to zwykła szczerość.
Każdy ma prawo wyrazić swoje własne zdanie. Zawsze jest tak że, części się osób coś podoba a części nie. Ważny jest sposób w jaki się wyraża swoją opinię. Przykładowo. Na blogu jest ukazana stylizacja młodej dziewczyny w sukience która widocznie jest za ciasna na nią.

Pod wpisem widnieją komentarze :
anonim : Jesteś okropnie gruba, fałdy wiszą ci po bokach. Jak ja bym miała tak wyglądać to bym się zabiła !
(takiej treści komentarz dostałam kiedyś na blogu gdy odważyłam się pokazać w całości)
melb : Ładną masz sukienkę, myślę jednak że jest dla ciebie odrobinę za ciasna ?

To jest tylko przykład jaka jest różnica pomiędzy hejtem a zwykłą szczerością.
Osobiście szczerość bardzo cenię, szczerość osób które nie wstydzą swojej tożsamości.
Nie raz było mi po takiej szczerości przykro, ale też nie raz spojrzałam na siebie w inny sposób. Mogłam się nauczyć czegoś o siebie nowego i zmienić się na lepsze. Chociażby moje błędy ortograficzne i stylistyczne
( moja wada której się wstydzę)
Dzięki uwagą, udało mi się naprawić nie jedno czego nie byłam w stanie zrobić sama.
Dlatego uważam, że szczerość w sieci jest bardzo ważna.

Spójrzmy w prawdzie w oczy hejtujace osoby to zazwyczaj :
  • Ktoś kto ma niskie poczucie wartości
  • Osoba która ma problemy sama ze sobą
  • Ktoś kto przeżył swoistą tragedię życiową
  • Osoba która czerpie radość z ranienia innych
  • Zwykły zazdrośnik
  • Nastolatek który popisuje się pisząc brzydkie słowa
  • Zdesperowana osoba, która potrzebuje pomocy
Czasem mi takich osób jest po prostu żal choć nie wiem kim są ( może być to nawet ,,moherowa babcia").
Często jest tak, że zło szerzą osoby które same zaznały zła. Przykładowo nastolatek z którego się śmieją w szkole ma tylko w sieci  odwagę odegrać się na prześladowcach. Zakompleksiona nastolatka w głębokiej depresji, która szukając wad u innych tak naprawdę szuka czegoś dobrego w sobie.... historii jest wiele tak jak wiele jest anonimów...
Z drugiej strony ile cierpienia muszą znosić osoby, które muszą czytać takie komentarze. Nie każdy ma na tyle silną psychikę by się tym nie przejmować. Wiele osób w sieci dopiero się otwiera, ma szansę pokazać siebie takim jakim się jest naprawdę. Dla mnie to wielka odwaga, nie wstydzić się być sobą i nie zmieniać się bez względu na to co myślą inni.
Hejt niestety był jest i będzie
Z początku czytając komentarze, przejmowałam się i płakałam. Chciałam zniknąć z sieci i z świata. Dopiero z czasem sobie uświadomiłam, że to nie jest zależne od mnie. Zawsze się znajdzie ktoś kto ,,musi" zepsuć komuś dzień by poczuć się lepiej. Traktując innych jak śmieci.... hejterzy powinni trafić tam gdzie ich miejsce do kosza.

Balsam z masłem shea i olejem macadamia od Nacomi


 Olej macadamia i masło shea razem w duecie.
Czy razem spiszą się równie dobrze jak w pojedynkę ?
Zapraszam do recenzji

Opakowanie
Plastikowe, pojemność 100g z dodatkowym wieczkiem zabezpieczającym przed ,,wylaniem” kosmetyku.

Zapach
Masełko ma piękny i świeży zapach pomarańczy. Zapach jest intensywny i zarazem pobudzający
Utrzymuje się dosyć długo po aplikacji na skórę.

Konsystencja
W zależności od przechowywania masło może mieć twardą konsystencję lub zbliżoną do gęstego kremu. W sobie posiada niewielkie drobinki, które pod wpływem ciepłą skóry się rozpływają.Masło jest bardzo tłuste, przez co wystarczy niewielka ilość by wypełni nawilżyć skórę

Aplikacja
Masło rozsmarowuje się bardzo dobrze, polecam użycie mniejszej ilości gdyż szybciej i łatwiej się wchłania. Zdarzyło mi się przesadzić z ilością, przez co ciężko się wchłaniało i pozostawiło na skórze tłustą warstwę. Mogę śmiało powiedzieć, że masełko idealnie odzwierciedla powiedzenie ,, co za dużo to nie zdrowo” gdyż znacznie lepiej się spisuje w mniejszej ilości.

Wydajność
Z wydajności jestem bardzo zadowolona, masła używam kilka razy w tygodniu od około miesiąca czasu a wciąż mam go ponad połowę.

Działanie
Masło ma wiele funkcji, można stosować je na ciało, na twarz i na włosy. Ja najbardziej lubię go stosować na miejsca problematyczne takie jak uda i brzuch. Przy systematycznym stosowaniu zauważyłam, że skóra jest bardziej jędrna i elastyczna ( dodatkowo ćwiczę )
Już po pierwszym użyciu zauważalnie poprawia wygląd skóry. Nabiera ładnego blasku, sprawia że jest delikatna i miła w dotyku. Bardzo dobrze radzi sobie z rejonami gdzie skóra jest bardziej przesuszona i wymaga większego nawilżenia.

Skład
Masło nie posiada w składzie konserwantów, sztucznych barwników ani parabenów.
W roli głównych składników możemy znaleźć : masło shea, olej macadamia, olejek eteryczny z pomarańczy. Ze względu, że posiada również składniki które mogą uczulić ( między innymi olejek eteryczny z pomarańczy) nie polecam go osobą o bardzo wrażliwej skórze skłonnej do alergii.
  • BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER
  • MACADAMIA TERNIFOLIA/INTEGRIFOLIA SEED OIL 
  • TOCOPHERYL ACETATE 
  • CITRUS DULICIS OIL
  • LINALOOL
  • LIMONENE
  • CITRAL
  • CITRONELLOL

 Dostępność i cena : 17 zł / 100 gram
http://www.maroko.skarby-swiata.com.pl/

Rozkosz dla wielbicieli kawy czyli recenzja peelingu kawowego Nacomi


Przyznam szczerzę ten piling uzależnia. Jego zapach stanowi raj dla nosa prawdziwego kawosza - jakim jestem. Pachnie apetycznie jak słodka kawa, aż się dziwię że jeszcze tego pilingu po prostu nie zjadłam..

Skład tego pilingu jest świetny, nie ma w nim żadnych sztucznych konserwantów i barwników oraz parabenów a znajdziemy w nim :
Cukrowy peeling  mogę zaliczyć do mocno drapiących a ja takie lubię najbardziej. Po dłuższym masażu dosłownie czuję jakbym była nowo narodzona. Krążenie skóry wyczuwalnie się poprawia a skóra przyjemnie mrowi. Opakowanie 100 gram starczyło mi na około 10 użyć. Jest bardzo gęsty co widać na zdjęciu, dzięki czemu łatwo się go używa.


Peeling nie należy do kosmetyków myjących, powiedziałabym bardziej, że jego używanie stanowi zabieg spa. Podczas pierwszego użycia, po spłukaniu wszelkich drobinek cukru i kawy z ciała skóra pozostała tłusta.
Moją pierwszą myślą było ,,no fajnie i jak ja to teraz zmyję?”. Postanowiłam nie robić z tym nic, doszłam do wniosku, że widocznie tak musi być skoro tyle olejów w tym kosmetyku. I to było najlepsze rozwiązanie, po koło 10 minut od wzięcia kąpieli skóra nie była już tłusta.

Efekty zaskoczyły mnie samą – skóra jest przyjemna w dotyku, bardziej jędrna i widocznie odżywiona. I do tego apetycznie pachnie przez długi czas. Po użyciu tego kosmetyku nie stosuje nic więcej do nawilżania ciała. Dawno nie widziałam takiej poprawy skóry po zaledwie jednym użyciu kosmetyku.

Bardzo i to bardzo polubiłam ten peeling, nie umiem znaleźć w nim żadnych minusów no może poza jednym, że nie można go zjeść. Niestety ciężko mi określić czy same użycie ,,odchudza i zwalcza cellulit” Dla mnie stanowi uzupełnienie w szeregu innych czynności jakimi są ćwiczenia czy zdrowsze odżywianie. Cena 17 zł jak najbardziej jest warta tego kosmetyku.

Więcej o kosmetyku TUTAJ

Olejek arganowy kosmetyczny Arganou - recenzja gościnna





Dziś w taką piękną słoneczną niedzielę chciałam z wami się podzielić kolejną recenzją gościnną. Tym razem moja szwagierka podzieli się z wami wrażeniami odnośnie olejku arganowego Arganou.

Ja osobiście jestem oczarowana jej pięknymi włosami po użyciu olejku :) 
Zapraszam do recenzji  


Informacje od producenta
Czysty i naturalny olejek arganowy jest rewelacyjnym kosmetykiem o bardzo wysokiej jakości. Olej ten jest tłoczony na zimno. W plastikowej butelce z atomizerem, która ułatwia aplikację. Niewielką ilość olejku nałożyć na czystą i osuszoną skórę, po czym delikatnie wmasować, można stosować rano i wieczorem. Poprawia elastyczność skóry, przedłuża opaleniznę, nadaje włosom blask i witalność
Opakowanie

Mała buteleczka (wszędzie można ją zabrać), aplikacja w sprayu, buteleczka 50 ml

Kolor olejku i jego konsystencja

Kolor złoty, aplikowany w sprayu, na moje włosy wystarczą dwie aplikacje, po roztarciu z dłoniach łatwo się rozprowadza.

Zapach - jego moc i trwałość

Zapach mało przyjemny, ale czuć go tylko podczas aplikacji, włosy nie śmierdzą

Używanie olejku

Na włosy stosuję dwie aplikacje na dłoń, rozcieram w dłoniach i przeczesuję włosy, szczególnie na końcówkach. Wchłania się szybko, traci swój mało przyjemny zapach, a włosy od razu nabierają blasku.

Wydajność

Jest bardzo wydajny, wystarcza na długo

Efekty

Olejek stosowałam tylko na włosach, są bardziej gładkie i miękkie, nie rozpraszają się. Do tego ładnie błyszczą. Efekty są widoczne już od pierwszego stosowania, nałożenie go zajmuje 15 sekund i włosy są o wiele ładniejsze. Myślę, że warto zainwestować 25 zł w ten olejek.

Włosy szwagierki po użyciu olejku



Glinka Rassoul - kolejny skarb Maroka ?



Glinka Rassoul/Ghassoul –kolejny skarb Maroka, który mogłam odkryć.
Jest to jeden z tradycyjnych i podstawowych kosmetyków w tym kraju, którego sposoby użycia są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Glinka ma szerokie zastosowanie – można ją stosować na ciało, twarz i na włosy. Bogata jest w substancje odżywcze , takiej jak krzem , magnez , żelazo , potas i sód. Jej nazwa znaczy ,,ta która oczyszcza” 
Czy faktycznie ta glinka jest kolejnym skarbem z Maroka który warto odkryć ?


Jak spisała się Glinka Rassoul Arganou?

Glinka zawarta jest w plastikowym pojemniczku o wadze 200 gram.
Ma postać płatków glinki, co przyznam ma oryginalny wygląd. 
Płatki glinki są dosyć twarde i czasowo trochę zajmuje zmielenie ich na proszek. Ja użyłam do tego moździerza, chociaż myślę że są łatwiejsze sposoby by ją rozdrobnić - może znacie jakieś ?

Do wykonania jednej maseczki potrzeba naprawdę niewiele płatków, zazwyczaj zostaje mi jeszcze w nadmiarze. Sądzę, że przy takiej dużej wydajności starczy mi na długi, długi czas.

Glinka ma specyficzny zapach, który od razu skojarzył mi się z pastą do rąk używaną kiedyś przez mego tatę. Zapach nie jest zbyt mocny, więc można do niego się przyzwyczaić.
Rassoul używam z dodatkiem wody w formie maseczki na twarz. Żeby szybciej nie zasychała, używam wody, którą rozpylam na buzię za pomocą butelki z atomizerem.
Maseczka z glinką nie szczypie podczas aplikacji, jak to bywa w wypadku glinki zielonej. Odniosłam wrażenie, że jest delikatniejsza, a skóra nie jest ,, spięta”. Wystarczy tylko 5-10 minut by używanie jej przyniosło efekt, glinkę zmywa się podobnie jak inne glinki.


Jakie efekty zauważyłam po użyciu glinki ?

  • Doskonale i dogłębnie oczyszcza skórę z brudów i z zaskórników
  • Po zmyciu czuję przyjemne mrowienie na buzi
  • Dobrze złuszcza martwy naskórek
  • Dodaje promiennego wyglądu skórze a zarazem pozostawia ją matową
  • Używana kilkakrotnie przyczyniła się do zmniejszenia trądziku
  • Cera mniej się przetłuszcza
Bardzo polubiłam się z tą glinką. Głównie dlatego, że jest znacznie bardziej delikatna dla mojej problematycznej skóry. Używanie jej daje naprawdę fajne efekty, zwłaszcza ze względu na dogłębne oczyszczenie skóry.Wydajność jest bardzo duża, zastanawiam się czy zdołam ją zużyć w przeciągu

Instagram

Blog Naturalnie Piękna, powstał w sierpniu 2009 roku. Jeszcze 10 lat temu, nie sądziłam,że moje hobby - potrwa tak długo. Dzięki prowadzeniu bloga, nauczyłam się lepiej dbać o siebie jako kobieta. Codziennie odkrywam nowe tajniki pielęgnacji: jak dbać o włosy, jak mieć zdrową cerę czy też jak troszczyć się o swoje zdrowe. Odkryłam swoje hobby jakim jest robienie domowych kosmetyków. Kosmetyki diy to coś co uwielbiam robić i cieszę się, gdy mogę podzielić się z innymi tym co robię. Na co dzień staram się stawiać na jak najbardziej naturalną pielęgnacje, sięgam głównie po kosmetyki naturalne, lubię też używać produktów polskich marek kosmetycznych. Recenzje kosmetyków to jeden z tematów najczęściej poruszanych na moim blogu. Traktuje to jako wyzwaniem i zawsze staram się włożyć w to dużo pracy i serca. Na blogu poruszam tematy nie tylko kosmetyczne. Znajdziecie tutaj też wiele inspiracji z świata wystroju wnętrz czy też mody. Lubię też dzielić się swoimi doświadczeniami z bycia blogerką i cieszę się, gdy mogę komuś przez to pomóc. Blog nie jest tylko stroną typowo poradnikową. Poruszam tutaj też tematy osobiste czyli w skrócie lifestyle. Zwierzam się z tego jak być mamą, która ma nieco kompleksów i walczy o pewność siebie. Zakładając tego bloga miałam jeden główny cel, nauczyć się kochać siebie i pokazać światu, że każda kobieta może być piękna. Mam nadzieję, że spędzicie tutaj miło czas i znajdziecie tutaj mnóstwo inspiracji